Mam na imię  Adam (58 l.). Choruje od 2,5 roku. W Polsce zaaplikowano mi 52 chemioterapie, w tym chemioterapie komórkowe które wg opinii polskich lekarzy są najlepszymi z dostępnych w kraju.  Wyniki mojej choroby wciąż ulęgały pogorszeniu, narastały przezuty. Po wynikach  październikowych (czyli ostatniej chemii) prowadzący mnie lekarz stwierdził, ze nie ma nic lepszego do zaoferowania.  Zaproponował   mi powrót do pierwszej chemioterapii lub poszukanie innych dróg leczenia np. medycyny niekonwencjonalnej. Własnymi staraniami, znajomościami dotarłem do lekarzy , którzy chcieli mi pomoc. Zaproponowani operację na płucach z usunięciem jednego płata płucnego oraz embolizację na wątrobie, którą wykonano. Embolizacje ledwo przeżyłem. Po 6h  w nie do opisania bolach udało sie przywrócić mnie do normalności.  W miedzy czasie dowiedziałem sie z massmediów o udanych kuracjach Izabeli Sokołowskiej w Chinach. Zdesperowany własna sytuacją i niewiedzą na temat możliwości polskiej medycyny poczyniłem starania o kontakt  z Tjanjin Cancer Hospital. Pomógł mi w tym koordynator w Chinach, Frank Kamp   http://www.opgivet.dk/3-92-om-opgivetdk.html

Przyjęcie do kliniki w Chinach nie jest takie proste jak sie wydaje. Po wysyłaniu wielu wyników badan i wielu video-konferencji  z lekarzami chińskimi, zdecydowano się przyjąć mnie do szpitala. Niestety nie wszystkim się jednak to jednak udaje. Wielu osobom chińscy lekarze odmawiają przyjazdu ze względu na zły stan zdrowia. Dzisiaj  jestem jednym z nielicznych europejczyków w Tjanijin Cancer Hospital.

Do Chin przyleciałem 23go lutego. Z lotniska odebrał mnie Frank - człowiek bez, którego tu na miejscu nie byłbym w stanie egzystować. O każdej porze dnia i nocy jest do dyspozycji  wraz ze swoja chińską zona  Jill. Począwszy od przysłowiowej "szpilki" poprzez sprawy bankowo-gospodarcze do rozmów z lekarzami  zawsze mogę na nich liczyć.

Podczas mojego dotychczasowego  pobytu spotkałem młodą kobietę Julite, która  opowiedziała mi historie swojej choroby. Dziewczyna której w Polsce odmówiono pomocy wyleciała stad w bardzo dobrej kondycji zarówno psychicznej jak i fizycznej.  Jej widok w dniu wylotu z Chin dal mi silę do jeszcze bardziej  żarliwej wiary i walki o zdrowie. W międzyczasie dojechała tu Iza z okolic Torunia. Tak jak w przypadku  Julity, również i Izabeli zaproponowano w Polsce już tylko leczenie paliatywne.  Do tego szpitala trafiają pacjenci z  Polski w bardzo zawansowanej chorobie, tacy którym odmówiono dalszego leczenia. Chińscy lekarze podejmują się  jednak walki o to co najcenniejsze - o życie. Moim zdaniem maja do dyspozycji najnowszy sprzęt na świecie. Personel lekarski jest bardzo kompetentny, oddany pacjentom a wykonane na mojej osobie 2 zabiegi przeprowadzono perfekcyjnie. Embolizacja odbyła sie bezboleśnie, zupełnie inaczej jak w Polsce. Krioterapie  również wykonano bezboleśnie. W chwili obecnej oczekuje na następne zabiegi i jestem wdzięczny chińskim lekarzom, za fakt zainteresowania sie moim trudnym przypadkiem.

W Klinice jestem prywatnie, powiedziałbym nawet "inkognito". Nie szukam rozgłosu w środkach masowego przekazu. Zbulwersował mnie artykuł który ukazał się w gazecie oraz reportaż telewizyjny, mówiący o "chińskim cudzie". Tu nie ma cudu tu jest walka o życie i zrozumieć to może tylko ten, kto tu był. Zarówno artykuł jak i program były bardzo tendencyjne.   Zastanawia mnie fakt, dlaczego osoby będące tu w Chinach wypowiadają się z pozytywnie na temat tutejszych metod leczenia, natomiast lekarze w Polsce podchodzą do tego z uśmiechem na twarzy. Łatwo jest wypowiadać się lekarzom w Polsce na temat krioterapii, genoterapi, na temat metody leczenia biologicznego – bo przecież jak wypowiedział się jeden z panów w studio „w Polsce już to wszystko mamy”. Tylko pytam gdzie to wszystko jest? Dlaczego nikt o tym nie wie, dlaczego nikomu nie zostało to zaproponowane?

Może zamiast polemizować na temat „chińskiego cudu”  można by zrobić reportaż gdzie i w jaki sposób chory na raka w Polsce może walczyć z tą chorobą?  

Teraz jesteśmy w Chinach, można by rzec na końcu świata, gdzie zaproponowano  nam wspólną walkę o życie, jakże inną od propozycji polskich łóżek paliatywnych.

                                                                                             

Z poważaniem

                                                                                                           Adam

Webbureauet Krogstrup & Hede